Trema

Przede mną pusta strona, niezapisany jeszcze „Dokument1”. Mam pisać bloga! Jestem bardzo przejęta, bo NaTemat.pl śledzę regularnie od dnia jego powstania. Jednak po chwili zaczyna się gonitwa myśli: „Co będzie jeśli nikt tego nie przeczyta?”. „Co będzie jeśli ktoś to przeczyta????”. Mam tremę!

Zawsze zarzekałam się, że nigdy, przenigdy nie skoczę ze spadochronem. I pewnie właśnie dlatego zostałam niedawno (podstępnie oczywiście) wywieziona za miasto, odziana w odpowiedni strój i wypchnięta z samolotu z obcym człowiekiem na plecach. Po wylądowaniu czułam lekkie rozczarowanie. Myślałam, że jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na skok, pokocham to albo znienawidzę! A tu okazało się, że przyjemność oglądania ziemi z nieba i miękkie lądowanie nie wynagradzają mi wcześniejszego zdenerwowania, które mój organizm odbiera jako zagrożenie życia. I że o wiele większe, pozytywne emocje daje mi mój zawód.



Każda premiera, każdy koncert, to skok na głęboką (nieznaną) wodę. Przychodzi TEN dzień, wybija TA godzina kiedy trzeba stanąć na scenie, wziąć głęboki oddech i wypowiedzieć pierwsze słowo, zaśpiewać pierwszy dźwięk, pokazać publiczności to, do czego przygotowuję się czasem kilka miesięcy. Dlaczego można to porównać ze skokiem ze spadochronem? Bo objawy tremy, którą odczuwamy przed występem, naukowcy porównują do reakcji, które towarzyszyły naszym przodkom w obliczu zagrożenia życia. Nasze mięśnie spinają się, oddech staje się szybszy i płytszy, by przygotować nas do walki lub ucieczki. Silne uderzenie adrenaliny przyspiesza pracę serca, podwyższa poziom cukru we krwi, aby dodać nam energii, i poszerza nam źrenice, wyostrzając wzrok. Niestety, napięcie w mięśniach powoduje, że mamy problem z wykonywaniem bardziej skomplikowanych i precyzyjnych czynności manualnych, adrenalina wysusza nam śluzówkę, a niedotleniony mózg powoduje, że możemy mieć problemy z koncentracją.

Myślałam o tym, oglądając przygotowania pływaków olimpijskich przed finałowym wyścigiem na 200 metrów motylkiem. Próbowałam wyobrazić sobie, co czują pływacy tuż przez startem. Czy to podobne uczucie jak przed premierą? Czeka ich skok, maksymalny wysiłek, walka o wszystko, przy okrzykach publiczności, w świetle kamer, na zawodach, które ogląda cały świat. Wyścig zaczyna się dokładnie o 20:00, nie można go ani przyspieszyć, ani odroczyć. Dokładnie o 20:00 ośmiu mężczyzn przeżywa jedną z najważniejszych minut w swoim życiu. Jak się czeka na taką minutę? Jak okiełznać emocje, by były nam pomocne? Jak sprawić, by adrenalina krążąca w naszym organizmie dodała nam skrzydeł, a nie obezwładniła nas?

Alfred Hitchcock nadał jednemu ze swoich filmów tytuł „Trema” („Stage Fright” z 1950 roku). Nieokiełznana trema rzeczywiście potrafi zmienić nasze życie w koszmar. Studiując muzykologię poznałam muzyków, którzy po latach pełnej poświęceń nauki w szkołach muzycznych zrezygnowali z grania, bo nie potrafili poradzić sobie ze zdenerwowaniem przed występami. A czy Wam zdarzyło się kiedyś, że nie mogliście wydusić z siebie słowa, kiedy musieliście coś powiedzieć? Albo, że na egzaminie zapomnieliście odpowiedzi na najprostsze pytanie? Ile nocy nie przespaliście z powodu czekających Was ważnych wydarzeń?

W Internecie możemy znaleźć tysiące mniej lub bardziej skutecznych sposobów na pokonanie tremy. Jedno jest pewne – nie można przed nią uciekać, bo na pewno nas dopadnie. Trema ma tą złośliwą właściwość, że zawsze uderza nas w najsłabszy i najbardziej potrzebny punkt – aktorowi zabiera pamięć, śpiewakowi skraca oddech, sportowcowi spina mięśnie, mówcy plącze język, a randkowiczom „poci ręce” w kinie. Jedyne co możemy zrobić, to stawić jej czoła i sprawić, by stała się naszym sprzymierzeńcem. Wtedy lekkie zdenerwowanie zamienia się w maksymalne skupienie, a adrenalina sprawia, że jesteśmy zdolni do robienia rzeczy, o które byśmy się nie podejrzewali. Uwielbiam to uczucie! Chęć ucieczki przemieszaną z dziecięcym oczekiwaniem na pierwszą gwiazdkę, przejęcie jakie towarzyszyło pierwszemu dniu w szkole, egzaminom do Akademii Teatralnej, każdej podróży w nieznane miejsce, każdemu nowemu wyzwaniu. I kocham uczucie ulgi i spełnienia, kiedy jest już po wszystkim, kiedy wiem, że pokonałam strach i że warto było skoczyć!
Trwa ładowanie komentarzy...