O autorze
Aktorka i piosenkarka. Absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie, od 2009 roku związana ze stołecznym Teatrem Współczesnym. Wystąpiła w kilku serialach telewizyjnych (m.in. w „Życiu nad Rozlewiskiem”), grała w spektaklach teatralnych, próbowała swych sił w konferansjerce, marzy o debiucie filmowym, ale jej największą pasją jest śpiew. Można ją usłyszeć na debiutanckiej płycie „Morfina”, albo na żywo, w monodramie o tym samym tytule w Teatrze Muzycznym Roma. Obecnie przygotowuje się do roli Fiora w „Operetce” Gombrowicza w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

Chłopczyca

Przygotowuję się do nowej roli w „Operetce” Witolda Gombrowicza. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że mój bohater, Mistrz Fior, jest mężczyzną. Szukając klucza do mojej postaci zastanawiam się, co kiedyś skłaniało kobiety do tego by wejść w męskie role, męski świat. A dziś? Dlaczego kobiety decydują się wejść w męskie buty? Czy pragną poczucia bezpieczeństwa, czy wręcz przeciwnie, chcą prowokować, buntować się przeciw obowiązującym normom? Czy kobieta w garniturze jest szpiegiem w męskim świecie? A może w spodniach jest jej po prostu wygodnie? Czy jest gotowa stanąć do walki z mężczyznami, czy pragnie ich uwodzić? Kim jest? Emancypantką, pilotem, żołnierzem, fotografem, aktorką, symbolem swojej epoki, czy może tylko ofiarą mody? Czy w epoce równouprawnienia i tolerancji jest w stanie kogokolwiek zszokować lub zdziwić?




W teatrze kobiety przebierające się za mężczyzn to nic nowego. Jest to motyw znany od czasów Szekspira. W „Jak wam się podoba” i „Wieczorze trzech króli” męskie przebranie zapewnia kobiecie bezpieczeństwo, gdy znajduje się poza spokojnymi murami swojego domu, lub gdy los rozdziela ją z jej opiekunem, bratem czy rodzicem. Oczywiście jest to zabieg pozwalający mnożyć sytuacje komediowe, a gdy intryga zostaje rozwiązana, przebrana kobieta może znów założyć piękną suknię, i poślubić ukochanego mężczyznę, który zapewni jej opiekę.



Aż do końca XIX wieku noszenie spodni przez kobietę było do przyjęcia wyłącznie w teatrze. Podczas gdy na scenie przebrana za mężczyznę kobieta mogła czuć się bezpieczna bez męskiej opieki, tylko najodważniejsze panie miały odwagę pokazać się w męskim stroju na ulicy lub na salonach. George Sand (tak naprawdę nazywała się Aurora Dupin) pierwszy raz założyła męskie przebranie, by móc niezauważona obejrzeć jedną ze sztuk Aleksandra Dumas. W ten sposób odkryła, że męski strój jest po prostu wygodny, i umożliwia jej robienie rzeczy, na które jako kobieta nie mogła sobie pozwolić. Męski styl stał się dla niej wyrazem buntu przeciwko tradycyjnej społecznej roli kobiety. Aurora przyjęła męski pseudonim, szokowała, paliła cygara, przeklinała, i ostro wyrażała swoje poglądy w swych powieściach i prasowych artykułach.

Niewiele kobiet decydowało się na to, aby otwarcie rzucić wyzwanie panującym porządkom. Przez wieki kobiety, które ponad wszystko pragnęły realizować swoje ambicje i marzenia, mogły robić to tylko ukryte w męskim przebraniu. Zdemaskowanie groziło upokorzeniem, więzieniem, a nawet śmiercią. Urodzona pod koniec XVIII wieku Margaret Bulkley właściwie przez całe dorosłe życie udawała mężczyznę, Jamesa Barry’ego, aby móc studiować medycynę w Edynburgu i zostać lekarzem z dyplomem wyższej uczelni. Joanna d’Arc, dostała zezwolenie od kościoła na noszenie męskiego stroju, wierzono bowiem, że misja, która miała męski charakter została jej zlecona przez Niebiosa. Jednak, gdy Joannie przestało się powodzić, została uznana za czarownicę i heretyczkę, czego miał dowodzić jej strój. Została skazana na śmierć. Zezwolenie od papieża na noszenie zbroi otrzymała również w XVII wieku Katalina Erauso, która pod imionami Francisco de Loyola, lub Antonio służyła w hiszpańskiej armii. Musiała przyznać się, że jest kobietą, gdy została ciężko ranna, lecz jej zasługi na polu bitwy spowodowały, że pozwolono jej kontynuować karierę w armii. Również Nadieżdzie Andrejewnie Durowej, która wstąpiła do rosyjskiej armii w 1812 roku jako Aleksander Sokołow, groziło zdemaskowanie, gdy straciła przytomność po upadku z konia. Obudziła się w ostatniej chwili, gdy jej towarzysze broni zabierali się do rozpinania jej koszuli, by ułatwić jej oddychanie. Durowa, mimo tego, że podobały jej się sukienki, nosiła się po męsku nawet po przejściu na emeryturę (w randze kapitana), również w otoczeniu najbliższej rodziny, która znała ją od dziecka. Została pochowana w mundurze, z wojskowymi honorami.

Pierwszą kobietą, która próbowała programowo zrewolucjonizować kobiecą modę była sufrażystka Amelia Bloomer, która twierdziła, że strój kobiecy powinien być przystosowany do jej potrzeb. Około roku 1850 wymyśliła rodzaj spodni dla kobiet nazywany „bloomers”. Miały być one przede wszystkim praktyczne, wygodne i bezpieczne dla zdrowia. Były szerokie i niezgrabne, nosiło się je pod krótsze, niż dotychczas przyjęte, spódnice. Nowa moda wywołała drwiny i oburzenie. Sama Bloomer nosiła spodnie dziesięć lat, by w końcu złożyć broń, twierdząc, że nowy wynalazek, krynolina, jest równie wygodny i zaspokaja jej wymagania jeśli chodzi o strój. Spodnie nadal miały odwagę nosić tylko słynne skandalistki, takie jak Colette, czy Maria Komornicka. Ta druga w 1907 roku spaliła kobiece suknie i zażądała by nazywano ją odtąd Piotrem Włastem. Została uznana za obłąkaną i większość późniejszego życia spędziła w szpitalach psychiatrycznych.

Dopiero w latach 20 XX wieku męski styl przestał być zarezerwowany dla wielkich indywidualistek i stał się częścią powszechnie panującej mody. Kobiety prowokowały stylem „na chłopczycę”. Nosiły krótkie fryzury (boby), sukienki, które spłaszczały biust i ukrywały kobiece kształty. Malowały się mocniej niż wypadało, paliły, piły, tańczyły charlestona i głośno mówiły to, co myślały. Kobiety emancypowały się pragnąc zbliżyć się do świata zarezerwowanego dotychczas dla mężczyzn; żądały prawa głosu, chciały studiować, uprawiać sporty, pracować zawodowo i wyrażały to strojem. Ich spódnice stawały się coraz krótsze, gorsety szły w zapomnienie, aż wreszcie w 1925 dyktator ówczesnej mody, Paul Poiret, odważył się wprowadzić nowy modowy trend: kobiece spodnie. Jako praktyczne i wygodne sprawdzały się one przede wszystkim w sporcie i były ulubionym elementem garderoby kobiet, które wybrały nietypowe, męskie zawody.

„Kobieta, która potrafi stworzyć dla siebie pracę, zyska sławę i bogactwo” mówiła Amelia Earhart. Gdy była młodą dziewczyną pracowała jako fotograf i kierowca taksówki, aby zarobić na lekcje pilotażu. Była szesnastą kobietą na świecie, która zdobyła licencję pilota, pierwszą, która wzbiła się na wysokość 14.000 stóp i pierwszą, która przeleciała samotnie nad Atlantykiem. Jej pasja pozwalała jej bić kolejne rekordy i zdobywać nagrody, napisać książkę, walczyć ze stereotypami panującymi na temat kobiet i angażować się w przeróżne przedsięwzięcia biznesowe z własną marką odzieżową na czele. Amelia latami szyła swoje własne stroje. Miały być wygodne i funkcjonalne, a przy tym eleganckie i kobiece. Od kiedy zaczęła latać, włosy ścinała na krótko. Jako młoda dziewczyna podobno spała w swojej skórzanej kurtce, żeby wyglądała na bardziej znoszoną. Nosiła męskie koszule, proste swetry i żakiety, czapki pilotki, kombinezony lotnicze, trencze i oczywiście spodnie.



Ten symbol kobiecej emancypacji, nadal był uważany za dość ekstrawagancki. Może właśnie dlatego spodnie pokochały wielkie gwiazdy kina. Katharine Hepburn nie lubiła pasów do pończoch. Zamiast nich nosiła skarpetki. Podobno to dało początek jej męskiemu stylowi. Nosiła szerokie spodnie z wysokim stanem, białe koszule z dwoma guzikami pod szyją, żakiety z szerokimi ramionami i płaskie sznurowane buty. Wszystko szyte na miarę. Mówiła, że nigdy nie ma dylematu, w co się ubrać, bo zawsze nosi to samo. Na co dzień unikała makijażu, perfum i biżuterii. Miała w szafie tylko jedną sukienkę, ślubną. Podobne podejście do strojów miała Greta Garbo. Na ekranie kobieca, tajemnicza i doskonała niczym bogini, na co dzień ubierała się wygodnie, często nosiła męskie stroje i sportowe buty. Podobnie jak Hepburn nie nosiła biżuterii i nie malowała się, włosy związywała gumką. Z Gretą Garbo konkurowała Marlena Dietrich znana ze swych eleganckich, trzyczęściowych garniturów i fraków. Marlena uwodziła i prowokowała męskim strojem, zawsze doskonale skrojonym, dopełnionym cylindrem lub beretem, spod którego posyłała długie, powłóczyste spojrzenia. Miała perfekcyjnie ułożone włosy, nienaganny makijaż. Garnitur nosiła z podobnym wdziękiem, co suknię balową.



Temat kobiety przebierającej się za mężczyznę stał się tematem równie ciekawym dla kina, jak był wcześniej dla teatru. Kobiety przebierały się za mężczyzn w filmach „First a girl” (Jessie Matthews w 1935), „Sylvia Scarlett” (Katharine Hepburn w 1935), „Victor/Victoria” (Julie Andrews 1982), i „Yentl” (Barbara Streisand w 1983). W 1998 roku za swoją rolę w filmie „Zakochany Szekspir” Oscara otrzymała Gwyneth Paltrow. Cate Blanchett również zdobyła Oscara grając mężczyznę, samego Boba Dylana w filmie „I’m not there” w 2007 roku. Specjalistką od współczesnych ról „spodenkowych” jest Hilary Swank. Za rolę w filmie „Chłopaki nie płaczą” o dziewczynie, która za wszelką cenę pragnie uchodzić za mężczyznę, także otrzymała Oscara. Później zagrała główną rolę w biograficznym filmie o wspomnianej przeze mnie chłopczycy i emancypantce, Amelii Earhart, i zdobyła drugiego Oscara za rolę uprawiającej profesjonalny boks i łamiącej stereotypy Maggie Fitzgerald, w filmie „Za wszelką cenę”.



W drugiej połowie XX wieku kobieta nosząca spodnie już nikogo nie szokowała. Tuż po II Wojnie Światowej stęsknione za dawną elegancją kobiety uległy „nowemu lookowi” Diora. Jednak młode dziewczyny nie chciały już rezygnować z przywilejów, które dawała im nowa rzeczywistość. Pomagali im w tym najsłynniejsi światowi projektanci. Yves Saint Laurent wprowadził do damskiej garderoby spodnie od garnituru, smoking i żakiet w stylu safari. Coco Chanel, która od zawsze uwielbiała podkradać ubrania swoim kochankom i tworzyć z nich stroje dla siebie, dała kobietom wygodne marynarki i kostiumy z tweedu. W latach 60 XX wieku kobiety mogły sobie pozwolić na wszystko, jeśli chodziło o strój. Nie pragnęły jednak kreacji od wielkich projektantów. Młode, wykształcone dziewczyny chciały wolności i równouprawnienia. Wszystkie nosiły dżinsy. Te najbardziej demokratyczne z wszystkich spodni stały się symbolem nonkonformizmu. Mogli je nosić kobiety i mężczyźni, bogaci i biedni, wszędzie i na każdą okazję.

Jednak w latach 70 pojawiła się chłopczyca, która mimo dowolności ówczesnej mody wywołała spore zamieszanie, artystyczne i modowe. Była nią Annie Hall, postać z filmu Woodiego Allena, wzorowana na odtwórczyni tej roli, Diane Keaton. Aktorka ubierała się w staroświeckie męskie spodnie, luźne koszule i kamizelki, często nosiła krawaty, kapelusze i okulary kujonki. Stała się wzorem wykształconej, społecznie zaangażowanej kobiety, która pragnie być niezależna i która marzy o własnej karierze zawodowej. Annie Hall łączyła w sobie intelektualistkę, zaangażowaną aktywistkę epoki hipisowskiej, z niezależną, silną bizneswoman która miała wkrótce zawojować świat.



W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kobieta, jeśli tylko chciała, mogła robić karierę, jaką tylko sobie zamarzyła. Oznaczało to jednak ściganie się z mężczyznami i przyjęcie ich zasad działania. Modny stał się „power suit”, kobiecy garnitur, symbol sukcesu, mający dodać kobiecie autorytetu. Stroje dla kobiet sukcesu szyli Yves Saint Laurent, Oscar de la Renta i Ralph Lauren (to on stworzył kostiumy do filmu „Annie Hall”). Giorgio Armani przerobił męską marynarkę tak by służyła kobietom. Stworzył lekkie, opływowe, miękkie żakiety, które można było nosić na gołe ciało. Symbolem kobiecej siły stały się szpilki noszone do garnituru. Nie można było się w nich ścigać, ale można było w nich pokonać każdego mężczyznę. Elementy garderoby używane dotychczas, by ukryć kobiecość, kontestować dyskryminujące podejście do kobiet, teraz zaczęły im służyć, by kusić i podkreślać zarówno swoją siłę, jak i sex-appeal.

Dziś wiele mówi się o tym, że w XXI wieku to kobiety będą rządziły światem. Niczego im się nie narzuca. Wywalczyły niezależność w życiu codziennym, w polityce i w modzie. Mogą być kim chcą i nosić to, co im się podoba, z niczego nie muszą rezygnować. Jedną z najbardziej wpływowych postaci w świecie współczesnej mody jest Annie Leibovitz, która fotografowała największe sławy tego świata, pracowała wiele lat dla Rolling Stone’a, Vanity Fair i Vogue’a. Jako młoda dziewczyna była w trasie koncertowej ze Stonesami i dotrzymała im kroku. Dokumentowała wojnę w Jugosławii i Igrzyska Olimpijskie w Atlancie, nie opuściła aparatu nawet będąc świadkiem umierania swojej ukochanej wieloletniej partnerki Susan Sontag. Mówiła, że w ciągłym natłoku zajęć zapomniała założyć rodzinę. Została matką dopiero w wieku 51 lat, ale nadal pracuje prawie non stop, przyprawiając naczelnych największych magazynów świata o ból głowy, bo nigdy nie przejmuje się wielkością budżetów swoich sesji. Mimo tego, że jest jednym z najsłynniejszych fotografów mody na świecie, sama nie lubi się stroić. Stawia na oszczędny, męski styl. Nosi ciężkie, traperskie buty, spodnie bojówki, obszerne koszule i okulary w grubych oprawkach. Wszystko w stonowanych kolorach ziemi. Jej strój nie jest komunikatem, wyrazem buntu. Jest po prostu wygodny.



Kobiety znane z tego, że nosiły męski strój, robiły w swoich czasach zawrotne kariery, były wyzwolone i odważne, zmieniały rzeczywistość, która je otaczała. Czy spodnie i marynarka były tylko gadżetem, wyrazem ich silnej osobowości, wynikającym z potrzeby podkreślenia swojej odrębności i wyjątkowości, czy to właśnie one dodawały odwagi i siły? Gdy w teatrze zakładam sztyblety, mój krok staje się pewniejszy, garnitur dyscyplinuje ruchy, a kapelusz założony na głowę, powoduje, że prostuję plecy. Czy pewność siebie, dyscyplina i prosta sylwetka, to typowo męskie cechy? Czy dzisiaj nadal ulegamy rolom i uprzedzeniom, które narzuca nam strój? Czy męskość i kobiecość w czasach mody na unisex i pełną dowolność, mogą być wyrażane przez ubiór? Obniżam głos, myślę o sobie „on”, flirtuję z koleżanką. „Ładnie ci w tym garniturku”, słyszę od kolegi.
Trwa ładowanie komentarzy...