Jak być kochanym

Dziś 85. urodziny świętowałby Zbyszek Cybulski. Chociaż ostatni film z jego udziałem powstał 45 lat temu, do dziś jego postać pobudza wyobraźnię. Znam nawet takich, którzy na swoim podobieństwie do Cybulskiego polegają podrywając dziewczyny! Niestety nie wystarczą ciemne okulary, piękny uśmiech i skórzana kurtka. Tak jak Cybulski, trzeba mieć jeszcze „to coś”.



Pierwszy raz zobaczyłam Zbyszka Cybulskiego w „Niewinnych Czarodziejach”. Film bardzo mi się spodobał, więc zaczęłam nałogowo poszukiwać podobnych obrazów z tamtego okresu. W prawie wszystkich ważnych polskich filmach z lat 50 i 60 Zbyszek Cybulski pojawia się przynajmniej na chwilę. Zastanawiałam się nad tym, co w jego aktorstwie spowodowało, że stał się głosem swojego pokolenia, który do dziś pozostaje symbolem tak silnym jak Marilyn Monroe czy James Dean. A raczej w stylu jego aktorstwa, bo Jak twierdzą niektórzy, mimo ogromnego talentu, niezwykłej charyzmy oraz ukończonej krakowskiej PWST, nie mógł się on pochwalić solidnym, klasycznym warsztatem aktorskim. We wspomnieniach o aktorstwie Cybulskiego bardzo często pojawiały się zarzuty, które dla aktora zazwyczaj bywają dyskwalifikujące: mało wyraziste oko, zła dykcja, niezgrabna sylwetka, tendencje do „gotowania się”, szczególnie na scenie. Zarzucano mu amatorstwo: niezdolność do powtórzenia sceny dwa razy tak samo, czy do tworzenia różnorodnych postaci – wielu twierdziło, że Cybulski zawsze grał samego siebie. Często był szufladkowany – jedni uważali, że nie nadaje się do komedii, inni, że nie powinien grać w kostiumie. On sam najbardziej lubił spektakle, w których mógł bez przebierania się wejść na scenę prosto z ulicy, we własnych dżinsach i skórzanej kurtce.



Jan Kreczmar: "Dlaczego Zbyszek był aktorem „przedziwnym”? Po pierwsze był niepowtarzalny, inny, NOWY. Był niewątpliwie indywidualnością, zresztą nie tylko aktorską. Ale to jeszcze za mało: ostatecznie tego wymiaru indywidualności nie brak na świecie. Zbyszek nic nie umiał. Był absolutnie bezradny w sferze techniki aktorskiej. Dlatego tak strasznie się męczył. (...) Nie miał techniki aktorskiej, nie umiał zatrzymać i utrwalić raz zdobytego wyrazu, raz – z bezwzględną prawdą i autentycznym przeżyciem (…) rozegranej sceny. Był zdenerwowany, rozkojarzony. Musiał zaczynać jeszcze raz od początku, na nowo szukać tego, co uciekło, z takim wysiłkiem i pasją, że pot występował mu na czole, a oczy zachodziły łzami... A był za uczciwy i zanadto artystą, żeby bluffować. Był jak dziecko. I jego aktorstwo było dziecięce: autentyczne i jednorazowe."



W dużym stopniu to właśnie słabości Cybulskiego stanowiły jego największą siłę. Był impulsywny i nieobliczalny, jakby niechlujny w graniu, bardzo spontaniczny, niepokorny, a przede wszystkim autentyczny. Bardziej szczery niż „prawdziwy”, czy „naturalny”. Jego naturalność nie była sztuczką, środkiem aktorskim. Andrzej Wajda mówił o zachowaniu się Cybulskiego przed kamerą, nie o grze. Cybulski lubił zaskakiwać; grał tak, jakby nie chciał być filmowany, chował się przed kamerą zamiast jej szukać, unikał jednoznacznych gestów. Wszystko robił „źle” – inaczej niż robili to jego mistrzowie. Nie lubił formy, kostiumu, przedniojęzykowego „ł”. Był niespokojny, nerwowy, jego gesty robiły wrażenie skróconych, jakby niedokończonych. Swobodnie operował tekstem, dzielił go w nieoczekiwanych momentach, stawiał długie wieloznaczne pauzy. "Za każdym razem dopasowywał tekst do siebie." powiedział o Cybulskim Jan Laskowski.
Nie zadowalały go dawne zasady retoryki i sprawdzone metody grania. Ciągle szukał nowych rozwiązań i środków wyrazu. Dla widowni jego pomysły bywały szokujące i fascynujące, jego współczesność i nonszalancja były rewolucją w polskim teatrze.

Cybulski był odważny, nie wstydził się okazywania swoich słabości, śmieszności – często to właśnie na nich budował swoje role. Nazywał to kontrapunktowaniem nastroju: "Składamy się z całej gamy kolorów – mówił - jesteśmy zlepkiem wad i zalet, i w zależności od sytuacji, w której się w danej chwili znajdujemy, w zależności od bodźców psychicznych i innych, w zależności od warunków, w jakich kształtowała się nasza świadomość - zwyciężają raz jedne, raz drugie. Dlatego, aby otrzymać prawdziwy obraz człowieka (...) bohatera pozytywnego - trzeba pokazywać i jego słabości, natomiast przedstawiając tzw. bohatera negatywnego - trzeba pokazywać jego zalety - jego dobre cechy. Da to nam prawdziwy obraz - zaprzeczy twierdzeniu błędnemu, że są ludzie z gruntu rzeczy źli.

Bo aktorstwo w ogóle, wydaje mi się, polega na tym, że trzeba udowodnić, że się ma w danej chwili rację. Powiązania, konsekwencje tych racji ustawia najpierw dramaturg, potem reżyser. Ale aktor wychodząc z roli negatywnej czy pozytywnej - musi widza przekonać, że ma rację."

Mimo zarzucanego mu amatorstwa w graniu, wiele osób podkreślało profesjonalne podejście Cybulskiego do zawodu aktora. Był perfekcjonistą i dążył do tego, aby w każdym, najmniejszym epizodzie, dać z siebie wszystko. Nie grymasił, nie stawiał warunków. Był gotowy do podjęcia ryzyka, jeśli rola tego wymagała. Jego sceniczni partnerzy podkreślali jego wyczulenie na drugiego aktora, umiejętność słuchania. Podobno był pomocny i koleżeński. Dzielił się swym doświadczeniem i swoimi pomysłami. Nigdy nie współzawodniczył ze swoimi partnerami o to, kto zdobędzie przychylność publiczności. Nie musiał. "Był indywidualnością, która natychmiast przebijała wszystkie inne postacie. Wyjątkowe zjawisko w polskim filmie, nieporównywalne z niczym i z nikim innym”, opowiadał Jerzy Stefan Stawiński.

Praca z nim, według relacji jego kolegów, była przygodą. Elżbieta Kępińska wspomina: "Granie z nim sprawiało prawdziwą frajdę. Był niesłychanie wyczulony na partnera. Chciał i potrafił go słuchać. Niczego nie udawał, widać było, że to, co robi, nie jest mu obojętne. Spektakl był za każdym razem inny i równie żarliwie zagrany, nawet, jeśli Zbyszek przenosił swoje złe samopoczucie na postać. Nie nudziłam się z nim na scenie. Oczywiście były spektakle gorsze i lepsze, ciekawsze i zabawniejsze, lecz za każdym razem było to nowe przeżycie, autentyczna twórczość na oczach widzów! Nic z rutyny!"



Cybulski stworzył swój własny, niepowtarzalny styl aktorstwa. Ci, którzy go wspominają, mówią przede wszystkim o jego niezwykłej charyzmie, osobowości, ale także o jego poczuciu misji i świadomości tego, jak duży wpływ aktor ma na swoją publiczność. Dlatego zawsze starał się nawiązać dialog z widzem, powiedzieć coś ponad tekst scenariusza. Nie bał się mówić od siebie, dzielił się swymi przemyśleniami, troskami, uczuciami. W każdej kreowanej przez siebie roli pozostawał sobą, i to właśnie tak bardzo wyróżniało go wśród innych polskich aktorów. "Aktorzy dzielą się na tych, którzy swoją osobowość przemieniają i na tych, którzy ją utrwalają. Mnie interesuje bardziej aktorstwo z zachowaniem pewnych cech indywidualnych. Zdaję sobie sprawę, że to i trudne i niebezpieczne" - mówił Cybulski.

Trudno wyznaczyć granicę miedzy prywatnością a pracą Zbyszka Cybulskiego – granicę miedzy nim samym, a postaciami, które tworzył. Częścią jego legendy i jego wizerunku, były zarówno ciemne okulary i skórzana kurtka, jak i życie na krawędzi, alkohol, nieistniejące właściwie małżeństwo, bujne życie towarzyskie i poczucie samotności, gawędziarstwo, ciągłe sprawdzanie, czy się czegoś nie zgubiło, całonocne imprezy i problemy z rannym wstawaniem, nieoczekiwane wizyty i nagłe znikanie, niechęć do „mieszczuchów” i miłość do sportu, jego piękny uśmiech, kompleksy, patriotyzm i poczucie humoru – to wszystko co znamy ze wspomnień o nim, miało ogromny wpływ na jego twórczość. Podobnie jego twórczość miała wielki wpływ na jego życie.

"Styl gry, najbardziej widoczny w „Popiele i diamencie”, w dużej mierze był jego prywatnym zachowaniem. (...) Potem nastąpiło coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego: Zbyszek zaczął zachowywać się w życiu, tak jak Maciek Chełmicki na ekranie i w końcu już nie wiadomo było, co jest prywatnością, a co kreacją" - wspominał Janusz Majewski
Z kolei Aleksander Jackiewicz mówił: "Zawsze spalał się w rolach, z czasem coraz bardziej zaczął się spalać również w życiu. Żył w sposób nieuporządkowany, wciąż na wysokich obrotach. Jakby chcąc kontynuować w realnym świecie tamten sukces, którego mu się już w sztuce nie udało powtórzyć."



Rola Maćka w „Popiele i Diamencie” była jego najbardziej znaną rolą. Podobno Andrzej Wajda miał z początku wątpliwości, czy to właśnie Cybulski powinien ją grać. Był inny niż chłopcy „pokolenia kolumbów”, których przecież Wajda dobrze znał, bo był jednym z nich. Obsadzenie Cybulskiego w roli Maćka Chełmickiego okazało się strzałem w dziesiątkę. To, że Maciek był współczesnym chłopakiem w ciemnych okularach i amerykańskiej kurtce, podobnym trochę do Jamesa Deana, spowodowało, że młodzi ludzie bardzo mocno się z nim utożsamiali. "Widownia, zwłaszcza młodzież, odnalazła w Maćku swój wizerunek (...) i na swój sposób przeżyła niejako tragizm wojennego losu swoich o 15 lat starszych braci, którym podświadomie zazdrościła bohaterskich życiorysów." – zauważył Janusz Majewski. Młodzi ludzie chcieli naśladować Maćka-Zbyszka. Chcieli być tacy jak on. Naśladowali styl i sposób bycia swojego idola. Ale chcieli też, żeby pozostał on już na zawsze Maćkiem Chełmickim.

Jego żona, Ewa Chwalibóg-Cybulska powiedziała kiedyś: „Popiół i diament związał Zbyszkowi ręce – wszystko porównywano z tym filmem. Zupełnie nie wiem, dlaczego? Potem już sam Zbyszek nie wiedział, czego od niego chcą. Zaczął się okres niedobrych ról i niedobrych filmów – w moim odczuciu."

„Popiół i diament” przyniósł Zbyszkowi Cybulskiemu ogromną popularność. Jednak w tamtych czasach nie było agentów i specjalistów od PR. Nie potrafiono dobrze wykorzystać ani popularności Zbyszka Cybulskiego, ani jego bardzo silnego wizerunku. Nikt nie potrafił pokierować jego karierą. Trudno uwierzyć, że nigdy nie powstał scenariusz napisany specjalnie dla niego. Andrzej Wajda, zapytany o to, czemu nie nakręcił kolejnego filmu z Cybulskim odpowiedział, że bardzo chciał, ale nie miał dla niego żadnego dobrego scenariusza. "A poza tym – dodał – nam się obu wydawało, że skoro przeżyliśmy Wojnę, to teraz będziemy żyć wiecznie".



Cytaty, które wykorzystałam pochodzą z książki „Cześć Starenia! – Zbyszek Cybulski we wspomnieniach” Marioli Pryzwan. Jeśli temat Was zainteresował polecam także książkę „Cybulski o sobie” tej samej autorki, „Okno Zbyszka Cybulskiego” Jerzego Afanasjewa oraz film „Wszystko na sprzedaż” Andrzeja Wajdy.
Trwa ładowanie komentarzy...